poniedziałek, 29 grudnia 2014

Od czego zacząć?

Jak mniemam nie jednemu k-popowcowi przyszło kiedyś na myśl by zacząć uczyć się Koreańskiego.
Sama pamiętam jak pół roku po tym jak dowiedziałam się, co to to tak w ogóle jest k-pop, zapragnęłam uczyć się koreańskiego. Oczywiście pełna ekscytacji powędrowałam do kochanego empiku, w poszukiwaniu książki do nauki. Nie mogłam wróciłam z tam tond do domu z pustymi rękoma, w końcu musiała mieć tą książkę. Gdy już rozpakowałam ją na spokojnie z folijki i otworzyłam na pierwszych stronach, odczułam solidne - BAAAAAAM!! Okazało się, że nauka Koreańskiego w cale nie jest taka prosta jak by się wydawało. Książka zawierała tak skomplikowane formułki gramatyczne, że każdy człowiek miałby z nimi problem. Pomijając już ten fakt. Gdy ma się już jakiś dostęp do materiału, nagle do głowy przychodzą myśli... "Super mam książkę, internet, ale od czego ja mam w ogóle zacząć?"
No właśnie? Od czego? W końsku język koreański składa się z trzech rzeczy lub czterech... koreańskich liter, gramatyki, słówek i również z wymowy.
I tak teraz, gdy mamy przejść do wyboru od czego zaczniemy pojawia się kłopot. Mi dojście do systemu nauki, w którym poczuję, że idę w dobrą stronę zajęło pół roku, lub nawet więcej.


Zaczęłam zupełnie inaczej od ludzi, których znam i też uczą się koreańskiego. Oni zaczynali od słówek i z tym razem wymowy lub gramatyki. Ja natomiast zajęłam się nauką liter. Nie jednokrotnie usłyszałam w tedy zdania typu "Ja uczę się słówek, żeby mówić. To jest ważniejsze od pisania i znajomości liter, tym zajmę się później" Dobra ja nic do tego nie mam, każdy ma swój sposób i ja mam swój. Ale po jakimś czasie zauważyłam znaczne efekty swoich działań, w trakcie nauki poznałam i poznaję wiele ciekawych ludzi mówiących jak nauczyli się języka i dzięki temu zbudowałam swój model nauki.
Zaznajomienie się z literami, nie jest w cale takie straszne, koreański ma bowiem jakoś tak ok. 40 znaków.. to może wydawać się dużo, ale tak na prawdę można powiedzieć że jest ich 28 to mniej niż w naszym alfabecie, a co z resztą? Reszta to po prostu połączenie samogłosek w jedną, co już znając podstawowe samogłoski można ogarnąć w jeden dzień.
Dobra przejdźmy dalej gdy nauczymy się tych liter, możemy zacząć czytać. Na początku powoli, no bo kto by tu od razu miał wyrzucać pełne zdania, gdy dopiero nauczył się liter. Z każdym dniem staje się to łatwiejsze. Żeby ulepszyć nasze powolne czytanie, można korzystać z translatora który pokaże nam jak powinniśmy to wymawiać. Gdy już stwierdzimy, że w miarę rozumiemy czytanie i przychodzi nam to łatwiej, jesteśmy gotowi przejść na wyższy poziom. A więc, czy kiedykolwiek próbowaliście zaśpiewać piosenkę z swoim idolem? Na pewno i pewnie nie szło wam to za dobrze.. :( No ale teraz gdy umie się już troszeczkę czytać, można zająć się czytaniem piosenek i nie, nie tymi łacińskimi literami, tylko hangulem.
Jest to świetna metoda uczenia się czytać, sama ją stosuję i ją uwielbiam, no bo kto by się nie cieszył, że wreszcie może śpiewać z swoim biasem <3
Ja na początku zaczynałam od wolnych piosenek, takich jak Miracle in December - EXO jest to dość wolne i daje możliwość pomyślenia jak poprawnie przeczytać, a w trakcie śpiewania wszystko wyjdzie. I tak o to można przechodzić z wolnych piosenek na ekspresowe i być mistrzem czytania .
Z mojej perspektywy jest to lepszy sposób, ponieważ gdy już umiemy czytać to dzięki piosenkom nieświadomie poznajemy słówka i gramatykę. Gdy nauczymy się liter i wymowy, podczas nauki słówek będziemy mogli być prawie pewni, że wymawiamy dane słowo dobrze (warto sprawdzać na translatorze).
No i tak gdy pośpiewamy sobie piosenki, podczas nauki słówek nie raz na pewno przyjdą nam myśli "hej, ale ja to słówko skądś kojarzę" I tak nagle możemy się dowiedzieć, że SNSD gdzieś tam śpiewa o kwiatkach, a BTS rapuje o królikach, nie no to jeszcze nie jest potwierdzone haha ^^ ale dajmy taki przykład.
Dobrą metodą na uczenie się słówek jest chodzenie po mieście, sklepach i po prostu patrzenie na daną rzecz i nazywanie i po koreańsku np: gdy jesteśmy w sklepie typu Carrefoure, idźmy np na dział z warzywami i owocami i nazywajmy wszystko po kolei: marchewka, pomidor, banan itd, ale po koreański oczywiście.
Tę metodę poleciła mi moja znajoma i moim zdaniem jest genialna, w sumie z każdym językiem można by było w ten sposób robić :)



No i na koniec gramatyka. I to jest błąd rzeczowy w mojej książce do koreańskiego. Nie da się nauczyć gramatyki bez znajomości chociaż kilku słówek. No wybaczcie ja bym nie mogła uczyć się, że "Kwiatek jest różowy" bez znajomości słowa kwiatek i różowy. Czemu? Bo w języku koreańskim stosuję się wiele końcówek, skrótów, "ucinania" słów i tego typu podobnych działań, dajmy np:

czasownik - szorować, jego słownikowa wersja brzmi 닦다 (takkta) - jest to forma bezokolicznikowa, a więc aby utworzyć z niej zdanie trzeba coś zmienić.
-I tak gdy chcemy utworzyć zdanie honoryfikatywne, uprzejme (stosowane do ludzi wyższej rangiz) skracamy do formy: 닦 (takk) i doklejamy końcówkę 습니다 (sumnida) i wychodzi 닦습니다 (takksumnida)
-lub gdy chcemy utworzyć zdanie niehonoryfikatywne, uprzejme (do osób w naszym wieku) zmieniamy na formę 닦아 (takka) i doklejamy 요 (yo) czyli wychodzi 닦아요 (takkayo)

I dlatego dla mnie najlepszym sposobem jest zostawienie gramatyki na koniec, gdy już ogarniemy co nieco słówek.


Chciałam wam przedstawić swoją metodę uczenia, bo wiem, że wielu ludzi przymierza się do nauki koreańskiego, ale nie wie od czego zacząć, a więc może spodoba się wam ten sposób.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz